fot. Jolanta Franus

Na scenie Słowa: Rozmowy o Sztuce. Posłuchacie, co mówi „Czarny Poeta”?

 

Na Scenie Słowa: Rozmowy o Sztuce

 


 

W lutym 2024 roku miałam okazję uczestniczyć w festiwalu poetyckim Strojne w biel w Lublinie.  Zostałam zaproszona przez Józefa Bilskiego, organizatora wydarzenia. Otrzymałam prawa i obowiązki wolontariuszki, piękny identyfikator i możliwość ujrzenia świata literackiego w Lublinie. Tam mnie jeszcze nie było! Miłe zaskoczenie.

Bycie częścią tego festiwalu to nie tylko okazja do zobaczenia, jak funkcjonuje takie wydarzenie od środka, ale także szansa na bezpośrednie spotkania z poetami i twórcami. Lublin okazał się być miejscem pełnym inspiracji i literackiego entuzjazmu.

Zachęcona podejściem do poezji Józefa Bilskiego, znanego również jako Czarny Poeta, postanowiłam przenieść nasze rozmowy na łamy mojego bloga.

Posłuchacie, co mówi Czarny Poeta?

 

fot. Szymon Kosicki

 

fot. Karol Gozdecki

 1. Jesteś aktywny w mediach społecznościowych, w sieci. Do kogo kierujesz swoje przekazy?

 

Józef Bilski: W obecnym czasie twórca musi „nadążać” za środkami przekazu. Książka, czy gazeta, ba – nawet własna strona internetowa już nie wystarczą. Nawet najlepiej prowadzona strona wymaga, aby ktoś – odbiorca świadomie na nią wszedł. Nawet najbardziej prestiżowe gazety literackie wydawane są w 300-1000 egz. nakładu. W jakich ilościach drukujemy tom poezji sami wiemy. Zostaje fejsbuk, instagram, i – o zgrozo – tik-tok. I choć nie lubię nowoczesności, wyjście jest jedno – albo nauczymy się z niej korzystać, albo poezja przepadnie we współczesnym świecie.

Do kogo kieruję przekaz? Banalnie powiem – do każdego. Oczywiście do tych, którzy czytają poezję, czy też cenią sobie wszelką formę sztuki. Ale też – a może przede wszystkim – do tych, którzy nie czytają, nigdy nie zaniosło ich na żaden wieczór autorski… Bo przekonanych do poezji nie trzeba przekonywać. Oni są już częścią tej literackiej relacji twórca – odbiorca. Zapraszać do tego świata trzeba właśnie tych, którzy ostatni wiersz przeczytali w liceum… To właśnie oni w zetknięciu z postem, rolką, utworem wpasowanym w ciekawą grafikę (która ma za zadanie przyciągnąć uwagę) mogą przeczytać ten pierwszy od liceum wiersz, zaobserwować profil i… wrócić. I wtedy poeta/literat – jego twórczość właściwie ma szansę skłonić człowieka w pędzie codzienności do zajrzenia w ten inny świat.

2. W realu także widoczne są Twoje działania. Festiwale, koncerty. Nakreślisz pokrótce swoje projekty, opowiesz, kiedy zacząłeś?

 

J.B. Jestem pomysłodawcą i organizatorem dwóch festiwali: Lubelskiego Przeglądu Poetyckiego Strojne w biel czyli Zima z Bazuną (od 2012) oraz bieszczadzkiego festiwalu Trombita. Folk-poezja-blues (od 2018). Do tego dziejący się od 2010 roku cykl koncertowy Lubelskie Spotkania z Bazuną oraz młodszy (od 2018) Muzyczne Bieszczady. Poza tym cykl spotkań autorskich Zieloni Poeci, cykl naukowo-muzyczny Spotkania z Kulturami Świata, wernisaże, za czasów studenckich organizacja konferencji naukowych. W celu lepszego „merytorycznego ogarnięcia” tych działań w 2016 powstała Fundacja Kulturalno-Artystyczna Testudo, której od początku jestem prezesem. Współpracuję również z szeregiem ludzi i instytucji przy organizacji festiwali i wydarzeń artystycznych na Pomorzu, w Poznaniu, Wrocławiu i Krakowie. Moim najnowszym projektem jest Wspólnota Literacka Verba Orientis, programowo mająca konsolidować środowiska twórców ze ściany wschodniej. Pełnię również od niedawna funkcję sekretarza rzeszowskiego oddziału Związku Literatów Polskich, jak również należę do RSTK w Przemyślu

3. Podobno obecnie jest więcej piszących i wydających niż czytających. Jakie masz zdanie na ten temat?

 

J.B.: Pierwsze słyszę.  Z czytelnictwem u nas nie jest tak źle, choć niestety ulegamy to modom i czytamy tych, którzy są na topie. Social media potrafią wykreować sukces książki, która dopiero jest w magazynie, odbiorca ją kupuje i czyta choć czasem jest wątpliwa literacko – ale cóż z tego, już się o niej mówi, już się na niej zarabia. Piszących też wcale nie jest tak wielu i tu też jest „ciemna strona mocy” – wraz z łatwością dostępu do procesu wydawniczego można wydrukować wszystko. Wystarczy spojrzeć na ilość tomików bez warstwy krytycznej. Ale z tym co jest „podobno obecnie” to miałem takie spotkanie… Mianowicie w jednej z podróży autostopowych wzięło mnie dobre auto na stopa. W środku młodzi ludzie, ona i on, tradycyjna rozmowa o wszystkim i niczym. No i gdzieś tam w trakcie pytanie co robię w życiu – mówię, że historyk – zeszło na dwudziestolecie; mówię, że piszę. Ona się zainteresowała, okazało się, że kiedyś też pisała, stronę znalazła, polajkowała, jedziemy dalej. On natomiast poezję próbował zdeprymować. Co mnie ciut zawsze irytuje, bo jakby przeczytał coś mojego i powiedział, że moje wiersze do d… to ok, może tak być, może się nie podobać.

Ale to moje wiersze sensu stricte a nie poezję jako taką. I w pewnym momencie padło „A podobno to poeci piszą dla samych siebie i tylko oni to rozumieją”. Jakoś w ten deseń. Nie zdążyłem się ugryźć w język i odpowiedziałem jakoś tak: „Zawsze było tak, że poeta był elitą i pisał dla elit; tyle że w dwudziestoleciu te elity były liczne, a po wojnie elity nam się skończyły…”

4. Moje motto twórczości brzmi: Pasja bywa cudownie nieobliczalna – a odpowiednio pielęgnowana zaskakuje swoimi owocami. Jak Ty to rozumiesz?

 

J.B.: Tak myślę, czy w ogóle mógłbym się pod tym mottem podpisać … W jednym ze swoich bardzo wczesnych wierszy napisałem (właściwie nagryzmoliłem) poezja poecie nic nie zawdzięcza/on tylko ją zapisuje…. Czy to jest pasja? Nie wiem – chyba nie. Piszę, bo przychodzą do mnie słowa. Dalej zaczyna się praca. Świadomy proces poprawek, konsultacji utworu, słuchania uwag – jakże niechętnego częstokroć słuchania (!) – i wreszcie proces wydawniczy książki. Jest to summa sumarum nawet przyjemne wszystko, ale żeby pasja? No, pasji – i to szewskiej – to ja dostaję, jak słyszę, że 30zł za książkę to za drogo albo, że wystąp za darmo bo to „przecież misja”.

5. Jakie są Twoje osobiste plany wydawnicze?

 

J.B.: W tym momencie praktycznie złożone jest 5 kolejnych książek poetyckich, części z nich jednak czegoś brakuje. Tomik Bieszczad woła mnie nie ma jeszcze okładki a ponad to chciałbym wydać go wraz z płytą zespołu Zawiani, a do tego długa jeszcze droga… Tom Natura Rzeczy oczekuje na ilustracje. Tomik Gdzieś daleko na południu czeka na fotografię i ostateczny układ wierszy. Wciąż powstają opowiadania do Z przemijania dróg… opowieści nie tylko bieszczadzkie. Praktycznie gotowy jest tom wierszy Skrzydłem trąceni, powstałych do malarstwa Roberta Myszkala – tu zależy mi na bardzo konkretnym obrazie Roberta na okładkę, który to obraz trafił do UK, a niestety nie mamy żadnej jego fotografii. Zasadniczo w tym momencie bardziej myślę o wznowieniach – na 6 wydanych tomików wierszy 1, 3, 5 nie mam; drugiego zostało ok. 40 sztuk, czwartego dosłownie kilka egzemplarzy.

6. Jakie są plany Twojego wydawnictwa?

 

J.B.: Plany wydawnictwa… hmm. Zasadniczo to, o czym mówiłem powyżej to wydawnictwo własne pt. Czarny Poeta. Jest jeszcze wydawnictwo Fundacji Testudo, które z racji małych mocy przerobowych wydaje bardzo rzadko – obecnie kończymy tomik Zofii Wróblewskiej, poetki z Podlasia pt. Okruchy.

No i jest jeszcze Verba, gdzie planujemy serię wydawniczą, jednakże w związku z likwidacją Instytutu Literatury wizja pozyskania środków na ową serię mocno się oddaliła.

7. Dla kogo jest poezja? Jaki jest aktualnie współczesny odbiorca poezji na podstawie Twoich obserwacji?

 

J.B.: I tu wracamy poniekąd do tego, o czym mówiłem przy okazji pierwszego pytania. Do każdego. A najbardziej do tego, który jej na co dzień nie czyta. Organizuję koncerty poezji śpiewanej/piosenki poetyckiej. Kiedy odbywały się one pod hasłem Poetyckie Czwartki frekwencja była taka sobie. Kiedy zmieniłem nazwę na Muzyczne Czwartki nagle miałem pełną salę. Ludzie boją się słowa poezja (że nudne, że niezrozumiałe, że nie wiadomo, jak się zachować – no powodów tyle, ile bojących). Ale gdy to słowo schować – i oni już przyjdą na koncert, kupią bilet i wiedzą, że spędzą tu najbliższe półtorej godziny, to nagle się okazuje, że im się to podoba, że w momencie, kiedy się zatrzymali to znaleźli w sobie tę przestrzeń na wrażliwość, na interpretację… i na powroty. Zaczęli wracać na te koncerty, stworzyło się środowisko, ba nawet sponsor festiwalu się znalazł, ktoś nauczył się grać na gitarze po 40stce… Ale po pierwsze trzeba było „schować” słowo poezja, a po drugie robić te koncerty, nie w kawiarni, nie w bibliotece, ale w barze, gdzie wrażliwość ludzka mogła się „podlać” piwem, winem i whisky i gdzie był to bardziej standardowy dla przeciętnego człowieka sposób spędzenia wieczoru – wyjście do baru, a nie do biblioteki. Jeśli poezja ma przetrwać to musi obserwować współczesny świat. Wieczory autorskie – warto je wzbogacić je muzyką, znanymi utworami, ująć w dokładny scenariusz. Spróbować wyjść z nimi do baru, ba! nawet do galerii handlowych. Zdarza mi się regularnie czytać wiersze w knajpach, za bilety – da się!

8. Angażujesz się w wiele imprez poetyckich. Kiedy odpoczywasz?

J.B.: A właśnie – angażuję się i czeka mnie wielka nauka, aby przestać to robić. To wciąż sprawia przyjemność, ale nieporównywalnie bardziej męczy niż te 15 lat temu. Obecnie nawet, jak jadę na urodziny to w plecaku jest laptop, bo drugiego dnia rano trzeba coś zrobić. Właściwie nie odpoczywam. Ale jeśli już to długie (o ile telefon nie zadzwoni) i najlepiej samotne wędrówki po górach. Zdarza mi się też na zastępstwa prowadzić różne chatki i schroniska. Wtedy konieczność pozostawania w jednym miejscu przez 2 tyg, najczęściej odciętym od prądu bardzo skutecznie powoduje, że wreszcie wypoczywam.

9. Jakie wiersze ze swojego dorobku polecasz swoim czytelnikom na początek ? Który tomik?

 

J.B.: Często mnie o to pytają… a ja wciąż nie wiem. Mówi się, że zawsze najbliższy sercu jest najnowszy tomik (Anioły nie tylko Bieszczadzkie) – u mnie chyba nie… może dlatego, że był tyle razy sprawdzany, poprawiany, że już się ma tych wierszy dość. Lubię swój pierwszy tomik (Niebobieszczadzkość), obecnie szykuje się jego 6 wydanie, jest chyba najbardziej „ostateczny” w formie, choć kilka wierszy już bym w nim poprawił. Lubię jesień więc poleciłbym tomik Listopady. Bardzo ciekawą propozycją jest też swoisty przewodnik poetycki po szeroko pojętych Bieszczadach – czyli nagrodzony Złotym Piórem tom „Miejsce”. Są jeszcze „Trzy wieczory w Siekierezadzie ze słynną niecenzuralną recenzją na okładce oraz Kroki w mroku”, jedyny tomik nie o Bieszczadach, wiersze pisane gdy miałem 13-17 lat. Zapraszam na swoją stronę, może któryś wiersz „zaprosi” do całego tomiku.

10. Miałeś lub masz swojego mentora? Kogoś, kto prowadzi, podpowie, rozwieje wątpliwości?

 

J.B.: Człowiekiem, który mnie ukształtował poetycko, dał wiarę w to, że to moje pisanie jest cokolwiek warte oraz pomógł wydać pierwszy tomik był Ryszard Szociński (1946-2018), Bard Bieszczadu, acz pochodzący jak ja, z Lubelszczyzny, z Urzędowa. Zasadniczo to, gdzie jestem tu i teraz zawdzięczam tylko i wyłącznie jemu.

11. Twoje ulubione nazwiska z przestrzeni poetyckiej?

 

J.B.: Z tych wielkich to Norwid i Herbert. Z tego pierwszego nieomalże magisterkę na filozofii napisałem. Drugiemu zdarzyło mi złożyć hołd przy okazji Roku Herbertowskiego 2018, kiedy to dostałem zlecenie na napisanie scenariusza spektaklu teatralnego osnutego na jego poezji – w ten sposób powstała sztuka Herbert (Nie)Istnienie. Zaś z bardziej współczesnych: Adam Zagajewski, Adam Ziemianin, Mirosław Welz, Rafał Kasprzyk, Janusz Pyziński z Dębicy (z którego twórczością zetknąłem się przy okazji organizacji konkursu poetyckiego przy festiwalu Strojne w biel), Łukasz Nowak, lider zespołu Caryna czy też bardziej już piosenki – utwory Katki Koteckiej.

12. Skąd pomysł na pseudonim?

 

J.B.: Skąd pseudonim – ogólnie dobrze go mieć… Nawet z tak charakterystycznym imieniem jak Józef jak się gdzieś komuś przedstawiam Józef Bilski to jest poważana szansa, że zapomni, coś przekręci a Czarny Poeta to już jakoś tak chwytliwie… Zaczęło się banalnie – jako dzieciak chodziłem ubrany na czarno i ksywka Czarny przylgnęła. Potem wyparła ją inna i o niej zapomniałem, choć zamiłowanie do koloru pozostało. A potem przyszedł 1 rok studiów, na którym zasłynąłem 70% brakiem obecności oraz tym, że i tam wyrobiłem na stypendium naukowe na kolejny rok. Owe nieobecności miały zasadniczy związek z tym, że na standardowym wyposażeniu mojego plecaka był śpiwór, karimata i kilka konserw… jak miałem dość ludzi to wychodziłem przed KUL, wybierałem kierunek i znikałem na kilka dni… I jak już tak się stało, że zacząłem bardziej świadomie pisać, myśleć o debiucie oficjalnym, gdzieś pokazywać wiersze publicznie to wrócił do mnie wiersz Jerzego Harasymowicza Zaparzanie herbaty – a zaczyna się on od słów: Kto zawsze jest spakowany/gotów do drogi/kto jest czarnym turystą… I tak narodził się Czarny Poeta.

13. Zainteresowania pozapoetyckie?

 

J.B.: Historia, historia sztuki, archeologia. Zbieram płyty winylowe. Zbieram też książki – choć to właściwie źle powiedziane – one do mnie przychodzą… mam ich już prawie 8 tys. Cóż jeszcze z tzw. zainteresowań… Lubię piwo.     I rum. I kawę. Z racji tegoż interesują mnie bary. Jestem ćmą barową.

 

Fot. Szymon Kosicki

 

 

fot. Jolanta Franus

fot. Jolanta Franus

 

 

Józef „Czarny” Bilski – rocznik 1984, historyk, literat, animator kultury.

Rodem z Lubelszczyzny, obecnie mieszkaniec Bieszczad z prawie 20-letnim stażem, choć ostatnimi czasy częściej można go spotkać w Przemyślu. Jednym słowem „Józef zewsząd”.

Pisze „od zawsze”, choć długo do szuflady; pierwszą nagrodę otrzymał dopiero w 2010, zaś debiutancki wieczór autorski miał miejsce w marcu 2013 roku. Miłośnik wędrówek, pieszo bądź autostopem, najchętniej przez pogranicza – bo tam jeszcze można się zagubić, a gubienie wszak pozwala odnaleźć siebie…

W jego twórczości przytrafiało się Polesie, Podlasie, Lubelszczyzna, klimaty żydowskie, tematyka kresowa i patriotyczna. Odkąd w 2004 trafił w Bieszczady, stały się one centrum jego twórczości. Za swego poetyckiego mistrza uznaje Ryszarda Szocińskiego (1946-2018).

Autor pięciu tomików wierszy, publikował także w almanachach i antologiach (Fraza, Akcent, Epea, Przypływ) oraz pismach popularnonaukowych. Jego wiersze doczekały się także oprawy muzycznej, śpiewa ja kilkunastu wykonawców z kręgu Krainy Łagodności a także autorski projekt Bilskiego – Zawiani (w przygotowaniu 2 płyty – składanka oraz zespołowa).

Laureat kilkunastu ogólnopolskich konkursów literackich oraz dwukrotny stypendysta MKiDN. Za działalność na polu kultury odznaczony Medalem Prezydenta Miasta Lublin.

Pomysłodawca i założyciel Fundacji Kulturalno – Artystycznej Testudo. Należy do Wspólnoty Literackiej Verba Orientis (2019), do oddziału rzeszowskiego Związku Literatów Polskich (2021) oraz do Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Przemyślu (2022).

Po więcej informacji można sięgnąć do jego stron autorskich:

www.czarnypoeta.bieszczady.pl

https://www.facebook.com/CzarnyPoetaJozef

https://www.youtube.com/@czarnypoetazawiani6700