
https://kulturapodkarpacka.pl/upload/2024/01/katalog.pdf
Wchodząc do sali muzealnej, otulonej atmosferą ciszy, przekraczam granicę między współczesnym światem, a mistyczną przeszłością Japonii. W tej przestrzeni Muzeum Narodowego w Krakowie drzeworyty ożywają … Ożywają wtedy, gdy nie spogląda na nich ludzkie oko. Przecież te formy wyglądają, jakby były stale w pulsującym, bezustannym ruchu. Jakby przemieszczały się w nieskończoności. Dopiero pod wpływem spojrzenia – zastygają.
Drzeworyty przenoszą mnie przez przestrzeń i przez czas. Prace, które oglądam są jak zapowiedź tajemnicy; są obietnicą. Jest wyrazista forma, jest wreszcie – wrażenie podróży. Podróży, którą odczytuję na dwa sposoby: pierwsza to wyprawa do wnętrza siebie, w wyciszeniu, w osadzeniu się. Wyprawa druga: w światy nienazwane, wirujące, pełne ruchu. Powstaje wspólny rytm dwóch światów, złączonych w jedną harmonijną melodię.
Kolorystyka monochromatyczna przywodzi na myśl czas przejściowy: albo czas przed rozkwitem, albo – przed całkowitym rozpadem. W niektórych linorytach Andrzeja Rułki rozbłyskują kolory. Zieją zielenią, żółcią, czerwienią. Grafiki inspirowane drzeworytem z XVI wieku ukazują zarazem wnikliwość i wrażliwość artysty, który podąża śladami mistrza Hokusai. Oddają mu hołd, z ich precyzyjnym wykonaniem i asymetrycznym układem. Patrząc na grafiki z cyklu pt. ,, Japończyk” przychodzi refleksja nad estetyką i filozofią japońską. Odczuwam harmonię, naturę i przemijanie wszystkiego, a jednocześnie – trwanie w pewnej formie. Warto również podkreślić prostotę tytułów, jak ich nawiązania do przyrody. Meduza, Paw, Ośmiornica, Znaki, Góry, Wici, Wodospad, Pajęczyna, Fala. Są jak tytuły wierszy, które układają się w poetycką zapowiedź, obietnicę poematu. Proces tworzenia linorytów kojarzy mi się z narodzinami. Wymaga cierpliwości, czasu, działania i odwagi. To nie tylko techniczna precyzja, ale również intymne spotkanie artysty z jego własnymi myślami i emocjami. Grafiki Andrzeja Rułki jawią mi się niczym odbicie duszy artysty. Ukazują i siłę, i delikatność, i różnorodność, jaką można osiągnąć poprzez wydruki.
Mimochodem przychodzi mi nawiązanie do innej japońskiej sztuki. Sztuki układania kwiatów. Ikebana to zachwycająca forma wywodząca się z wielowiekowej tradycji japońskiej. Podobnie jak linoryt, tak ikebana jest bliska naturze, w pełni ekologiczna, przesycona symboliką. Tworzenie obu form uczy cierpliwości, a także pozwala w pełni docenić urok, jakim dysponuje natura. Minimalistyczne i asymetryczne kompozycje, na których bazuje sztuka układania kwiatów, przywodzą na myśl sztukę tworzenia linorytu.
Małgorzata Szepelak

https://bwaprzemysl.pl/19-01-06-02-andrzej-rulka-japonczyk-linoryty/